|
|

Źródło: Sekty i Fakty
Z kim?
Ks. Rafał Buchinger
Aby roztropnie nieść pomoc innym, zagrożonym przez zło, potrzeba posiadać stosowną ku temu wiedzę i doświadczenie, być mocnym psychicznie i dojrzałym duchowo. Zaniedbania w którejś z tych dziedzin prędzej czy później stają się powodem rozmaitych błędów rzutujących na jej udzielanie, wyrządzają dodatkowe szkody ofiarom zła, prowadzą do niepowodzeń w ich ratowaniu.
W pierwszej refleksji z cyklu Budować na Skale, zamieszczonej w poprzednim numerze Sekt i Faktów, mówiliśmy o konieczności posiadania właściwego programu kształtowania siebie. Przypomnieliśmy znaną od wieków prawdę, że dla chrześcijanina programem duchowego wzrastania jest Ewangelia. Nie wykluczone, że między innymi dla praktycznego jej zastosowania, Jezus streścił ją w Kazaniu na Górze (Mt 5-7). Otwiera je, a równocześnie stanowi jego centrum, osiem Chrystusowych błogosławieństw (Mt 5,1-16). One to właśnie stanowią najkrótszy, lecz mimo to najdoskonalszy, program wzrastania w duchowej dojrzałości. Program stosowny dla każdego. Trafny i bezbłędny. Znakomicie odczytujący oczekiwania Boga wobec człowieka i człowieka wobec Niego. Program wolny od kompromisów. Ostro ukazujący wymagania Stwórcy, a jednocześnie liczący się z możliwościami stworzenia. Plan nie podlegający jakiejkolwiek dyskusji. Nigdy się nie starzejący. Zawsze aktualny. Dlaczego? Dlatego, że autorstwa Boga-Człowieka, brata wszystkich ludzi, Jezusa. Omówiliśmy ten program bardzo ogólnie. Do szczegółowego jego rozważenia powrócimy w swoim czasie.
Potrzeba przewodnika i mistrza
Przyjęcie za swój nawet najdoskonalszego, boskiego programu duchowego rozwoju i nawet wnikliwe przemyślenie go nie prowadzi, niejako automatycznie, do wzrastania w dojrzałości. Potrzeba czegoś więcej. Potrzeba znakomitego jego interpretatora i mistrza w jego praktycznym i konkretnym zastosowaniu.
Człowiek bowiem z trudem odczytuje ten niezwyczajny plan. Łatwo tutaj o pomyłkę, niezrozumienie. A jeszcze trudniej przychodzi mu jego zastosowanie w określonej, nawet osobistej, sytuacji. Jedynym uprawnionym interpretatorem i mistrzem w spożytkowaniu owego planu pracy nad wnętrzem jest Jego autor, Jezus! I nie jest to wcale opinia Kościoła, czy dzielącego się niniejszą refleksją... Jest to zalecenie Kogoś o wiele większego!
Dlaczego Chrystus?
Chyba każdemu nasuwa się takie pytanie. W świetle Objawienia Bożego odpowiedź na nie jest krótka i klarowna. Dlatego Chrystus, ponieważ do wypełniania tej funkcji wybrał Go sam Bóg! Jezus nie zagarnął dla siebie tej godności. Nie jest samozwańczym przewodnikiem i mistrzem. Nie został też wybrany do jej piastowania przez ludzi.
W Piśmie Świętym jest na to wiele dowodów. Z konieczności ograniczamy się do przytoczenia tylko trzech. Podczas chrztu Jezusa w rzece Jordan, uczestniczący w obrzędzie Bóg, wprowadza swego Syna, Jezusa z Nazaretu, na urząd przewodnika. A z nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w tobie mam upodobanie (Mk 1,11).
„Mam upodobanie”, czyli Tobie powierzam wyprowadzenie ludzkości z niewoli zła do wolności dzieci Bożych. Tylko Ty jesteś ich przewodnikiem. Na Górze Tabor, podczas przemienienia, trzem wybranym spośród grona dwunastu apostołów, Jezus pozwolił, już tu na ziemi, oglądać się w chwale, pięknie i majestacie bóstwa. Potędze znanej do tej pory tylko aniołom.
Pozwolił im także poznać, że jest autorytetem religijno-moralnym, podobnie jak znane im do tej pory autorytety: Mojżesz i Eliasz. Zachwyceni tym faktem Piotr, Jakub i Jan, zapominają o bóstwie Jezusa i próbują traktować Go na równi z dotychczasowymi swymi duchowymi mistrzami: prawodawcą Mojżeszem i prorokiem Eliaszem. „Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Nie wiedział bowiem co należy mówić (Mk 9, 5-6).
Piotr i pozostali popełniają tym samym kardynalny błąd - błąd zrównania Chrystusa co do autorytetu religijnego i moralnego wraz z innymi duchowymi przywódcami. Tę kardynalną pomyłkę osobiście prostuje Ojciec z nieba, Bóg: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie (Mk 9, 7).
Przesłanie jest jasne. Od tej chwili, momentu przemienienia na Górze Tabor, Chrystus jest jedynym i najwyższym autorytetem religijno-moralnym dla ludzkości. Jedynym przewodnikiem i mistrzem w drodze z doczesności do wieczności, z ziemi do nieba, z niewoli Złego i zła ku wolności bożej i dziecięctwu bożemu! Dla wierzących nie ma innego!
Jezus, poświadcza to Ewangelią, podjął tę funkcję. Przyjął ją z dobrej i nieprzymuszonej woli. Od początku był świadom, że jest Mistrzem jedynym. Z nikim nigdy nie dzielił i nie dzieli tej funkcji.
Prawdę tę uświadamiał jasno swym uczniom: Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus (Mt 23, 8-10).
Na marginesie
Pojawia się kolejna, choć innego typu, wątpliwość. A co z rodzicami, katechetami, ojcami duchownymi, spowiednikami... Nazywamy ich mistrzami, ojcami, przewodnikami...? Są ojcami, przewodnikami i mistrzami na tyle, na ile są ulegli i wierni Jezusowi, jak juhasi bacy, jak czeladnicy mistrzowi. Juhasi i czeladnicy, którzy nigdy nie zostaną wyzwoleni. Zawsze pozostaną tylko juhasami lub czeladnikami! Warto, by oni o tym nie zapominali i nie popadali w pychę, poczucie władzy, lecz pokornie, po bratersku służyli. Warto o tym pamiętać, by nie popadać w rozczarowanie i by się nie gorszyć widząc ich słabości, błędy i grzechy.
Mając na uwadze te Jezusowe prawdy trzeba otwarcie stwierdzić, że rozmaite serie książkowe, płytowe, kasetowe typu Mistrzowie duchowości są w świetle Ewangelii nieporozumieniem i - miejmy nadzieje nieświadomą - uzurpacją!
Czy można i czy warto zaufać Jezusowi?
Jest to wątpliwość, która od dwóch tysięcy towarzyszy ludzkości. Jest stara tak, jak stare jest chrześcijaństwo. Nie należy jej jednak bagatelizować, ani też odżegnywać od czci i wiary ją żywiących. Trzeba ją spokojnie podjąć i omówić.
Można próbować wątpliwość ową rozwikłać, podchodząc do niej z różnych punktów, od różnych stron. Można to robić od strony wkładu Jezusa i chrześcijaństwa w rozwój literatury, sztuki, teatru, filmu, polityki, architektury, gospodarki i biznesu, dobroczynności, kultury bycia, praw ludzkich... Nie ma dziedziny ludzkiej aktywności, na której nie zostałoby odciśnięte znamię Jezusa.
Można to dostrzec bez większego wysiłku przy braku uprzedzeń, przy odrobinie uczciwości intelektualnej i naukowej!
Zadanie na kwartał
My podejdziemy do tego problemu od strony Objawienia Bożego zawartego w Świętej Księdze. Podejmiemy jednak to zagadnienie dopiero w następnej refleksji. Dziś zachęcam jednak do przemyślenia - z pomocą Ewangelii - następujących, trzech, spraw:
1. Jakie jest Chrystusowe podejście do ludzi?
2. Jakie jest odniesienie Jezusa do prawdy?
3. Jaki sens religijny jest ukryty w Tajemnicy Bożego Narodzenia i Śmierci Chrystusa na krzyżu?
Zachęcam do podjęcia tego zadania. Pomoże nam to owocniej przeżyć następne spotkanie. Posłuży duchowemu rozwojowi. A zatem do zobaczenia za kwartał.
Ks. Rafał Buchinger
|
|
Nie znalazłeś informacji, której szukałeś?
|